Strona poświęcona Ziemi Łukowskiej

XIX wiek

Tak żyli nasi przodkowie w… Wierzejkach


O wsi Wierzejkach. Miło doprawdy odczytywać takie wiadomości, jakie nadesłał nam o swej wsi sołtys z Wierzejek, Jan Płodowski. Wieś ta leży w parafji Trzebieszowskiej, powiecie Łukowskim, gubernji Siedleckiej. Składa się ona z 47-miu gospodarzy, samej szlachty cząstkowej. Jest to więc wieś duża, a jednak od kilku już lat karczmy w niej niema i wódki nie piją wcale. Na chrzcinach, weselach i pogrzebach gospodarze częstują gości kufelkiem piwa takiego, co to rozumu nie odbiera, podają kawę, herbatę, a czasami i winko znajdzie się na stole. W karnawale tego roku odbyło się tam siedem wesel, a wódeczki na żadnem nie było wcale. Gdyby zaś przełożony wesela i chciał kiedy poczęstować tym podłym trunkiem gości z innych okolic przybyłych, którzy nie rozumieją zabawy bez gorzałki, to musiałby chyba flaszkę przed swymi sąsiadami w kieszeni chować, jakby jaki fant kradziony.

Po domach też w Wierzejkach jest spokojnie i każdemu czas mile płynie. Małżonkowie żyją w zgodzie i miłości wzajemnej. Tu ojciec rodziny w podeszłym wieku odpoczywając po pracy gospodarskiej uczy dziatwę czytać i pisać; tam matka pokazuje swym córkom, jak piękne płótna wyrabiać, jak szyć, a gdy czas pozwala, to i wyszywać, i szydełkiem robić uczy.

Wszyscy stateczniejsi ludzie nie pozwalają młodzieży zabawiać się czymkolwiek szkodliwym. Jak tylko ujrzy kto młodzika z papierosem, to zaraz daje o tem znać sołtysowi, a ten na karę skazuje. Starzy też wystrzegają się palić na ulicy i jeden drugiego nawzajem przestrzega, aby nikt z ogniem po wsi nie chodził.

W każdą niedzielę i w święta idą wszyscy, i starzy i młodzi, do kościoła parafjalnego w Trzebieszowie, gdzie służbę Bożą pełni ksiądz proboszcz i dwóch wikarych. Wysłuchawszy w kościele mszy świętej i nauk wracają spokojnie do domu. Tu młodzież nie zajmuje się żadnemi zbytkami, tylko śpiewa pieśni, a starzy to radzą o różnych, rzeczach, to czytają jaką książkę lub Gazetę Świąteczną.

Znajdą się, co prawda, w Wierzejkach pomiędzy tymi 47-miu gospodarzami i tacy, o których tego wszystkiego, co tu napisano, powiedzieć nie można; ale takich jest niedużo, więc może Bóg da, że i oni przecież nie zechcą być gorsi od całej wsi. Pisarz Gazety spodziewa się, że i oni zaczną niedługo żyć tak samo uczciwie i przykładnie, jak ich sąsiedzi, a inne wioski, do których ta wiadomość doleci, pójdą w ślady wsi Wierzejek.

Tak żyli nasi przodkowie w… Gołaszynie

LISTY

do Gazety Świątecznej.

Ze wsi Gołaszyna w powiecie Łukowskim, gubernji Siedleckiej.

Treść: Co najwięcej w Gołaszynie popłaca?—Szkodnicy.—Kłótnie i godzenie się w kółko.—Jaka tam młodzież?—Co i jak świadczy o pustce w jej głowach?—Jaka wieś, a jaka oświata,—jaka oświata, takie i życie.

Jak wszędzie, tak i u nas rozmaicie się dzieje: jest dobre, nie brak i złego.

Wioska nasza oddalona jest od miasta Łukowa o cztery wiorsty; ma przeszło 50 osad, a grunta niezbyt żyzne, ale nie tak znów banko złe, żeby się na nich nic nie rodziło. Tylko że ludzie u nas bardzo pyszni i zarozumiali o sobie, a co gorsze— jedni drugich cenią wedle pieniędzy. Bogaty zabiera nosa do góry, biedniejszemi pogardza i za nic ich niema. Tacy je­dnak pyszni zwykle sami bywają bardzo ciemni, jak tabaka w rogu; a o książki dobre nie dbają, ani też o oświatę. Nawet i przykazania Pana Boga niewiele ich jakoś obchodzą i niebardzo je w życia stosują; a to wypływa z braku oświaty.

I ja niedawno dowiedziałem się o Gazecie. Dopiero pierwszy rok ją sprowadzam, jak również i drugi mieszkaniec Gołaszyna, a jużeśmy do niej przywykli i bardzo nam jest przyjemnie ją czytać. Odbieramy numery Gazety co niedzielę, wyglądając jej niecierpliwie w końcu każdego tygodnia. Namawiamy też ludzi, aby sprowadzali ją sobie i czytywali. Doprawdy, gdyby nas posłuchano, nie byłoby tu takiej rozmaitości złych przykładów, jakie często zdarzają się między starszymi ludźmi i między młodzieżą. Tymczasem zaś nic ich nie wstrzymuje. Wiedzą wszyscy we wsi, że niektórzy z naszych gospodarzy, jak tylko przyjdzie letnia pora, nocami konie i bydło prowadzą umyślnie w szkodę—w zboże albo też na łąki, albo w kartofle, i tak co noc. A niejeden sąsiadowi i łąkę wykosić potrafi. Namawia też jeden drugiego, żeby do lasu pojechał i sąsiadowi ściął brzozę lub też chojaka, aby miał za co wypić wódki kieliszek lub piwa kufel, zakąsić czemś dobrem i papierosa zapalić. O tem zaś, że to obraza Boska i krzywda ludzka nikt ani pomyśli nawet. Z tego, rozumie się, wychodzą kłótnie, przekleństwa i ciągła niezgoda; później ciągania się po sądach, i tak idzie w kółko. A pokątnych doradców, na ludzką biedę, nie brakuje u nas; karzą ich nieraz, ale to nie pomaga. Znajdą się też u nas i tacy, co za kieliszek wódki lub za parę kufli piwa idą do sądu przysięgać fałszywie.

A czemu to tak? Oto, jeśli prawdę powiedzieć — mało pomiędzy nami znajdzie się ludzi mających wiarę, pamiętających że kiedyś trzeba będzie rachunek zdać przed Bogiem za swoje złe postępowanie. Niejeden starzec, który już nad grobem stoji, a jednak jeszcze się nie powstydzi wyciągnąć po ludzką własność. Wśród takich obyczajów między sąsiadami doprawdy życie uczciwym ludziom obrzydło

Na pociechę jednak mogę powiedzieć, że niewszyscy są tacy. Niebrak wśród nas i łudzi innych, o których można śmiało powiedzieć, że to uczciwi, porządni gospodarze, dobrzy ojcowie dla dzieci; tylko obok nich dużo się znajduje takich, co sami swoje dzieci umyślnie uczą złego i niedobry przykład im dają z siebie. Tacy, gdy ich dziecko komu szkodę zrobi, jeszcze się nawytrząsają pięściami na tego, co się przyjdzie o swoje upomnieć.

Pomiędzy młodzieżą naszą jest bardzo dużo, może nawet większa część półgłówków Lubią oni żyć hojnie i wesoło. Niechby się weselili, tylko uczciwie, żeby z tego nie wynikała niezgoda ani nienawiść. Ale to jak przyjdzie niedziela święta, to się schodzą po kilkanaście osób, chłopaków i panien, i obłamują niejednemu płoty, jak się na nich porozsiadają, bawiąc się do godziny jedenastej. Czyby to nie lepiej było zejść się do jednego domu i tam jaką książkę ciekawą przeczytać na głos, albo tez pieśni pięknych kilka wspólnie zaśpiewać? Rady jednak dobrej żaden nie chce posłuchać! Jak ich wychowano, tak żyją!

Czytelnik.

Pątniczka z Radoryża

Feliks Boruń - XIX wieczny pielgrzym

Feliks Boruń – XIX wieczny pielgrzym. Kalendarz dla ludu polskiego na rok zwyczajny 1863

 

Ludzie pielgrzymowali od stuleci, zanosząc swoje prośby i błagania do Boga, Matki Bożej  i świętych, czy też pokutując za grzechy. Swoje podróże odbywali zarówno do miejsc świętych w Polsce, jak i zagranicą odwiedzając m.in Ziemię Świętą, czy Rzym.

Pielgrzymowali w grupach lub samotnie, często jedynie o chlebie i wodzie. Podróże trwały miesiącami, a pątnicy zatrzymywali się czasami na dłużej, żeby zarobić pieniądze na dalszą podróż.

Jednym z najbardziej znanych polskich pielgrzymów XIX wieku był Feliks Boruń, który odbywał pielgrzymki zarówno do Częstochowy jak i do Rzymu czy Paryża. A jego historia została opisana przez Walerego Wielogłowskiego w utworze „Podróż do Rzymu i Paryża odbyta w roku 1861 przez Feliksa Borunia, włościanina wsi Kaszowa pod Krakowem”

Najsłynniejszą pątniczką z ziemi łukowskiej była Magdalena Kotowska (właściwie Kot) z Fiukówki w parafii Radoryż Kościelny.

 

Continue reading

Trup, Topielec i Koparka…

Co mają ze sobą wspólnego Trup, Topielec i Koparka… a także Załawiec, Poręby, Siane Łąki, Łąki Numerowe…?

Są to nazwy miejsc znajdujących się w pobliżu wsi Zastawie. Ich etymologia  nie zawsze została już poznana. W niektórych przypadkach, takich jak Łąki Numerowe trzeba ich szukać w wydarzeniach historycznych, a niekiedy, tak jak w przypadku Trupa w miejscowych legendach przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Czasami jednak podania przekazywane przez mieszkańców mijają się z prawdą, ponieważ źródłosłów niektórych nazw takich jak Poręby jest znacznie starszy niż jest to podawane.

Trup

mapa

Las Trup znajduje się w pobliżu Celin Włościańskich i grodziska Zamek. Jego nazwa brzmi intrygująco i pewnie niejeden miejscowy czy przyjezdny zastanawiał się nad jej pochodzeniem. Dzisiejsi mieszkańcy, bez względu na wiek, mają problem z odpowiedzą na pytanie skąd się ona wzięła. Odpowiedź znalazłam w artykule  Kazimierza Łapczyńskiego pt.”O łukowskim płaskowyżu” zamieszczonym w Pamiętniku Fizyograficznym T I z 1881 roku.

Continue reading

Mogiła powstańców styczniowych w Zastawiu

 p020_0_1W pamięci większości mieszkańców Zastawia nie przechowały się żadne wspomnienia na temat żołnierzy pochowanych w powstańczej mogile w centrum wsi. Prawdopodobnie wynika to z tego, że większość rodzin sprowadziła się do Zastawia już po Powstaniu.

My historię powstańczej mogiły usłyszałyśmy od Pana Krzysztofa Osiaka.
„(…)Jest to zbiorowa mogiła osiemnastu powstańców, głównie kawalerzystów. Bitwa odbywała się niedaleko dworu w miejscu zwanym do dziś „Poręby” od tego zdarzenia. (…)
Ojciec mojego dziadka, mój pradziadek Karol Osiak urodzony w 1850 roku, jako trzynastoletni chłopiec z innymi mieszkańcami zwoził z pobojowiska tych poległych i grzebał w tej mogile. Babcia mówiła, że opowiadał,że „Lezy ich tam osiemnastu”, co potwierdzają odnalezione źródła. Mówiła różnież, ze jest ich cztery warstwy, jeden przy drugim, przekładani płaszczami i co jedna warstwa przekręcani nogami do głów, ponieważ poległo dwudziestu. Dwóch z nich tam sięnie zmieściło. Zostali pochowani w innym miejscu, które wskazał mi najstarszy wtedy mieszkaniec Aleksander Zając(…)

  Continue reading

Kto był kim w Zastawiu

1794 Jacek Markuszewski + sitarz
1800 Łukasz Moczarski sylvar sustor
1811 Mosko Jakubowicz arendarz
1811 Dawid Moskowicz arendarz
1811 Ela Abrachamowicz inspektor

Continue reading