Strona poświęcona Ziemi Łukowskiej

historia

„Piorunujący list”, czyli złoty pociąg po łukowsku

Jest początek września 1939 roku. Nad Gołotczyznę koło Ciechanowa nadciągają wyprawy niemieckich bombowców. W tamtejszych trzech szkołach rolniczych – męskiej, żeńskiej i Liceum Gospodarstwa Wiejskiego im. J. Piłsudskiego – rozpoczyna się gorączkowe pakowanie szkolnego majątku do ewakuacji. Wśród spadających bomb nauczyciele układają w drewnianych skrzyniach kolejne skarby: pamiątkowe księgi, kroniki i dzienniki lekcyjne, pisane po rosyjsku dokumenty jeszcze z czasów carskich, akta osobowe pracowników, teczki z korespondencją, statut szkoły, stare zdjęcia, kilkanaście pieczęci, pomoce naukowe, bieliznę stołową i naczynia kuchenne, towary ze szkolnej spółdzielni, wreszcie drogocenny sztandar. Są tu również plany budynków i mapy geodezyjne majątku, przekazanego na potrzeby szkoły przez jej założycieli – A. Świętochowskiego i A. Bąkowską, a także piękny portret tej ostatniej w płóciennym pokrowcu. Continue reading

Nieurodzaj i głód w powiecie łukowskim

Rok 1937 był katastrofalny dla mieszkańców powiatu łukowskiego. Wielka susza, która objęła swoim zasięgiem prawie całą Lubelszczyznę  spowodowała klęskę nieurodzaju. Mieszkańcy z uzasadnioną obawą patrzyli w przyszłość, a w ich oczy zaglądał głód. Continue reading

„Krzywda była jej ukochanym miejscem na ziemi” – rzecz o Marii Kownackiej

Maria Kownacka z dziatwą szkolną w Krzywdzie 1918/19. Żródło: „Plastusiowa mama. Wspomnienia o Marii Kownackiej”

Maria Kownacka spędziła w Krzywdzie zaledwie kilka lat, lecz jej pobyt w domu siostry Janiny nie był jedynie krótkim epizodem w jej życiu. Nawet po przeprowadzce do Warszawy, często wracała, do tego, jak mówił siostrzeniec pisarki Lechosław Malicki, ” jej ukochanego miejsca na ziemi”.  Spędziła tu także część okupacji
Z Krzywdy pochodziła dozgonna przyjaciółka pisarki, druga żona jej szwagra  – Natalia Kusaj. Continue reading

Eugeniusz Domański – tuchowicki organista

Eugeniusz Domański był w latach 1934-67 organistą w Tuchowiczu. Pracował także społecznie – udzielał się m.in. w miejscowej Ochotniczej Straży Pożarnej. Zapisał się w pamięci parafian jako niezwykle elegancki mężczyzna. Niektórzy do dziś wspominają kalikowanie podczas mszy.
Historię organisty, który spędził w Tuchowiczu 33 lata przypominamy dzięki dokumentom i zdjęciom zachowanym u jego wnuka Adama, a także wspomnieniom parafian. Continue reading

Tak żyli nasi przodkowie…w Celeju

Listy do Gazety Świątecznej – Ze wsi Celeja w powiecie łukowskim guberńji siedleckiej
Wieś nasza leży nad małą rzeczką Świdrem. Po obu stronach rzeczki ciągną się pasma łąk niezgorszych; dalej na północy za łąką są ogrody, a w tych ogrodach pozakładane piękne sady owocowe. Nie wszyscy jednak z tych sadów korzyść mają, bo niedbałym właścicielom wszystko liszki zjadły. Co prawda, tylko jeden wszelkiemi sposobami tępił to paskudne robactwo, to też w jego sadzie gruszki i jabłka ocalały i pięknie dojrzewają.
Przy owych sadach leży nasza wieś, blizko trzydzieści lat temu założona na trzech dużych osadach nabytych z rozprzedawanego działkami folwarku. Każda z owych osad miała nie mniej niż trzy włóki gruntu; ale wkrótce wszystkie trzy się rozdrobniły: dziś już siedzi na naszej wsi dziecięciu gospodarzy, ale i ci dobrze się mają. Lasu nie mamy wiele ale inaczej sobie radzimy, bo w gruntach naszych jest wielka ilość torfu.

Przez wieś idzie droga ogrodzona płotami i obsadzana drzewami. Mamy we wsi stolarza, rymarza i dwóch młynarzy. Wielu pośród nas trudni się ogrodnictwem. Mają piękne szkółki drzew owocowych, prowadzone podług książki uczonego ogrodnika Jankowskiego. Mamy też i pszczelarza, który cieszy się piękną pasieką założoną i prowadzoną według rad wyczytanych w książkach ś.p. Kazimierza Lewickiego.
Młodzież nasza nie przebiera się za Niemców jak robią okoliczne chłopaki, ale odziewa się porządnie po gospodarsku. papierosów nie pali, żyje oszczędnie i nie marnuje pieniędzy na rzeczy błahe. A wszystko to zawdzięczamy Gazecie Świątecznej, której Pisarzowi dziękujemy serdecznie, bo i nasze sady pochodzą z tej rady.
Należy mi wspomnieć i o naszym kościele. Do kościo9ła mamy przeszło dziesięć wiorst drogi: jest to dla nas wielka niewygoda, bo starzy i mali rzadko się tam dostać mogą. Kościół mamy nowy, drewniany, dość dużym pięknie pomalowany. Składamy za to dzięki naszemu proboszczowi, księdzu Sawickiemu.
Już kończę to moje niezgrabne pisanie i prosę serdecznie o wydrukowanie. Co źle napisane, to proszę sprostować. Mili czytelnicy raczą mi darować wszystkie me pomyłki, w czytaniu przeszkody bom ija czytelnik ale jeszcze młody

Wojenna historia pewnego domu w Trzebieszowie

 

Na obrzeżach Trzebieszowa, w dawnym majątku Obelniki stoi drewniany dom, już prawie stuletni. Zbudowali go Henryk i Stanisława Brzozowscy. Wychowali w nim czworo dzieci: Wieńczysława, Alicję, Zenobię oraz Henryka Ostrowskiego – syna Stanisławy z pierwszego małżeństwa. Continue reading