Gdy się kołtun zgniewa z macicą – Marya Hemplówna z Tuchowicza, zapomniana współpracowniczka Oskara Kolberga

Marya* Hemplówna z Tuchowicza była zdecydowanie mniej znaną i mniej aktywną korespondentką Oskara Kolberga, od swojej imienniczki, a zarazem siostry stryjecznej Maryi Hemplówny z Tarnowa. O ile biografia i działalność drugiej z panien jest przedmiotem badań i tematem artykułów, o tyle druga z nich popadła prawie w zupełną niepamięć, a to właśnie ona przyczyniła się do tego, że tuchowickie zwyczaje trafiły na łamy monografii etnografa.

Marya, a właściwie Marianna Rozalia Hemplówna była ósmym z dziewięciorga dzieci Joachima i Rozalii z Dmochowskich Hemplów. Urodziła się 21 grudnia 1828 roku w Burcu. Tego samego dnia, „dla słabości” została ochrzczona z wody, a ceremonii chrzcielnej dopełniono 28 czerwca 1829 w kościele parafialnym w Wojcieszkowie. Chrzestnymi zostali babka Anastazja z Sosnowskich Dmochowska i brat matki Aleksy Dmochowski.
Krótko po urodzeniu Marianny, Hemplowie przeprowadzili się do Tuchowicza, który obrali za rodowe gniazdo. Szczęście małżonków w nowym dworze nie trwało długo. W 1832 roku urodziła się im najmłodsza córka, która otrzymała imię po matce – Rozalia Anna Maryanna, ale już dwa lata później – 3 listopada 1834 roku Rozalia zmarła, osierocając dziewięcioro dzieci, w wieku od 2 do 15 lat i męża. Marianna miała wtedy zaledwie 6 lat.
Na pomoc zięciowi przyjechała z Burca Anastazja Dmochowska. To ona otoczyła gromadkę dzieci miłością. O ile jemu, byłemu wojskowemu łatwiej było męską ręką wychowywać synów, z których większość pobierała już nauki w Wojewódzkiej Szkole Księży Pijarów w Łukowie, o tyle córki – Anastazja, Marianna i najmłodsza, bo zaledwie dwuletnia Rozalia potrzebowały troskliwej opieki i kobiecej ręki.
Synowie Hemplów otrzymali solidne wykształcenie – Jan Marian został geologiem i inżynierem górnikiem naczelnikiem górnictwa w Królestwie Polskim, Karol Joachim Feliks ukończył szkołę rolniczą na Marymoncie, Stanisław Adolf pracował w Izbie Obrachunkowej w Warszawie, Joachim Antoni Józef zajmował się botaniką, Antoni był przemysłowcem, a Aleksy dobrze wyszkolonym rolnikiem.
O córkach Hemplów nie zachowało się zbyt dużo informacji. Były one z pewnością kształcone w domu i wychowywane na dobre żony odpowiednio bogatych i dobrze urodzonych ziemian. Niestety Hemplówny nie miały szczęścia do zamążpójścia. Marianna i Anastazja do końca życia pozostały pannami. Jedynie najmłodsza z rodzeństwa – Rozalia, w wieku 47 lat, poślubiła wdowca Juliana Franciszka Jakuba Niklewicza.
Nie wiadomo kiedy Marianna zainteresowała się etnologią i zwyczajami ludu. Być może swoją pasją zaraziła ją, przywoływana wcześniej, siostra stryjeczna i jej imienniczka Maria Hemplówna, która bywała we dworze w Tuchowiczu. Była ona nie tylko badaczką zwyczajów i tradycji ludowych, ale też wspaniałą rysowniczką, cenioną botaniczką, a podczas powstania styczniowego i pomagała w ukrywaniu powstańców. Może to ona poznała znanego etnografa ze swoją imienniczką z Tuchowicza (?).

Maria Hempel z Tarnowa


Wiadomo, że Oskar Kolberg bywał w Tuchowiczu, trudno jednak powiedzieć ile razy. W swoich notatkach Izydor Kopernicki pisał, że jeździł on „[…] do pp. Hemplów, pułkownika, do Tarnowa pod Chełmem i do [Tuchowicza] pod Łukowem, także do. pp Hemplów, w r. 1866, 1867 i 1868„. Być może badacz jeździł do dworu Joachima Hempla prosto od jego brata Antoniego Aleksandra z Tarnowa, lub z członkami jego rodziny?

Z pewnością, podobnie jak w Tarnowie, także i w Tuchowiczu, gospodarze udostępnili mu miejsce do pracy, a w zbieraniu informacji pomagała mu Marianna Rozalia.
Potwierdza to także list od Maryi Hemplówny z Tarnowa do Oskara Kolberga z 1873 roku, w którym pisała:
” (…) wystaw sobie Kochany panie, że ów łaskawie mi darowany egzemplarz tomu pierwszego [Krakowskie] zagrzązł u mojej imienniczki z imienia i nazwiska, w Tuchowiczu, która także dla Pana szczegóły o ludzie zbierała i tym samym miło jej było tego dzieła z rąk nie wypuścić(…)”.

Oskar Kolberg – rycina Aleksandra Rogulskiego


Dzięki współpracy Marianny Hemplówny z Tuchowicza i Oskara Kolberga, głównie w trzecim tomie „Mazowsza” etnograf zawarł nie tylko opisy charakterystycznych dla tych terenów przyśpiewek, strojów, zwyczajów, obrzędów, ale też bogaty opis związany z zamążpójściem. Część materiałów z pewnością badacz zebrał sam, a część przesłała mu mieszkanka Tuchowicza, której łatwiej było dotrzeć do miejscowego ludu, zwłaszcza do kobiet, bo była przecież ich „panienką z dworu”.

Marya Hemplówna zmarła w wieku 66 lat, w roku 1895. W gazetach pojawiły się krótkie wzmianki na jej temat, mówiące także o tym, że była autorką dziełek dla ludu i zajmowała się przyrodoznawstwem.

Słowo 140/1895

Grób Maryi Hempel znajduje się przy głównej alei na cmentarzu w Tuchowiczu, pośród grobów jej rodzeństwa.





Materiały dotyczące Tuchowicza w publikacjach Kolberga pochodzą z trzech źródeł. Badacze jego twórczości przypisują je Mariannie Hemplównie z Tuchowicza (np. opis wesela), Maryi Hemplównie z Tarnowa (np. opis stroju) czy samemu etnografowi.

W archiwum pozostawionym przez Oskara Kolberga zachował się pojedynczy zapis melodii i tekstu, który prawdopodobnie sporządziła tuchowiczanka. Jest to pieśń „Z tamtej strony jeziora”, która została opublikowana w trzeciej części Mazowsza:

Z Tuchowicza pochodzi także pieśń „Będzies Jasiu grał”

a także opis strojów zamieszczony także w tomie Mazowsze Leśne

We wsiach: Tuchowicz (Tuchowiec), Jeleniec, Stanin (pod Łukowem). Kobiety noszą na głowie czepce duże suto nafałdowane muślinowe lub bengalowe tiulową falbaną obszyte. Paciorki na gołej szyi ciasno obwinięte (nie zaś pod kołnierzem od koszuli, jak na Podlasiu ruskiem). Kołnierzyki u koszul małe i do szyi przystające. Wyrabiają tu kobiety same rodzaj tkaniny wełnianej z przędzą, w paski ciemno-szare na tle białem z małą odmianą barw: żółtawej, zielonej i czerwonej. Z tej tkaniny szyte noszą spódnice, fartuszki, które przypasują na klapach od gorseta (nie tak jak lubelskie Mazurki, które noszą fartuszki pod spadającemi klapkami od gorsetów); — a drugie takież same fartuszki zarzucają na plecy do wyjścia z domu, nakształt płaszczyków i wiążą pod szyją. Noszą także suk mank i białe, czerwonym sznurkiem zdobne; niekiedy (u bogatszych) są one ciemno-zielone z jasno-zieloną wypustką.

Dziewczęta tak samo się ubierają, z tą tylko różnicą, że głowy noszą odkryte, mając włosy gładko zaczesane na twarz i czoło, warkocz zaś jeden tylko, wiszący na plecach, nisko na karku spleciony.

Mężczyźni noszą białe sukienne kaftany, niby żupany do kolan, bramowane we szwach i na brzegach dwoma rzędami równoległemi sznurków czerwonych (na kołnierzu w 3 rzędy), między któremi sznurek w krzyżyki lub gzygzaki czerwony, toż u rękawów i na plecach we szwach. Na to w zimie kładą sukmanę szaraczkową dostatnią i dłuższą, również bramowaną czerwonemi sznurkami. Czapka rogatywka granatowa, sukienna z czarnym barankiem (jak pod Lubartowem, Lud. Serya XVII). Latem zaś słomiany kapelusz z szerokim skrzydłem (rondem). Buty stojące wysokie, czasem cholewy wykładane.

Kolberg opisuje także zwyczaje ostatkowe w Tuchowiczu:
W ostatki młodzież męzka i dzieci urządzają sobie zabawę. Niektórzy przebierają się za niedźwiedzi, i prowadzeni przez innych, chodzą po chatach, bez oracyj wszakże. Oprócz niedźwiedzi, do maskarady zapustnej należą jeszcze przedstawienia: rozhukanego konia, beczącej kozy, i dwóch lalek przymocowanych do koła wozowewgo, którego obrót w ruch je wprowadza. Lalki te, około łokcia długości mające, wyobrażają mężczyznę i kobietę w zwykłem wieśniaczem ubraniu. Maskaradzie towarzyszy muzyka t.j. skrzypki i basetla. W Środę popielcową tańczą tu kobiety w karczmie, by im urosły konopie

Szczegółowy opis zwyczajów weselnych podawał Kolberg według opowiadania Mateuszowej Gryczkowej i Marysi Kopeć, w 1871 roku. Prawdopodobnie opowieść spisała Marya Hemplówna. (Mazowsze T. III).

Mazowszu cz. VII badacz opisuje m.in. podłukowskie metody „leczenia”
„Są między chłopami lekarze; jeden zowie się Wala. ten puszcza bardzo często ludziom krew; i garniec jej utoczy za lada dolegliwością (Łukowskie – Tuchowicz, Stanin) (…)”

„Gdy kto czuje boleści żołądka, ciężkości na piersiach lub kolkę, a przy tym jakieś febryczne ma napady lub ograszki – mówią, że kołtun zgniewał się z macicą*. Kołtun przedstawia skłonność do paraliżu, kurczów, zwichnięć; macica jest słabością żołądka. Piją wódkę na uśmierzenie boleści żołądka, ukrzepienie go i umorzenie macicy. Jednym ze środków jest natrząsanie. Za lada słabością używają go. Często baba we dwa lub trzy tygodnie po połogu, gdy słaba jeszcze, a nawet brzemienna, bywa przez męża (chłopa) natrząsaną. Wówczas chłop stawa za nią z tyłu, a objąwszy jej kibić rękami, podnosi ją do góry i nazad spuszcza po kilka razy dosyć gwałtownie, mówiąc: 'Albo na tę, albo na tę stronę’ (ma się rozumieć, że skutkuje to na złą stronę). Czasami, jeżeli nie uważa się on za dosyć silnego, obwiązuje powrozem lub chustą babę w pasie i przywiązuje dwoma końcami powróz to stragarza lub belki pułapu i kilku ją ciągnie do góry na powrozie i spuszcza po kilka razy, mocno nią wstrząsając. Toż samo czynią i z mężczyznami chorymi i sądzą, że wstrząsanie takie wypędzi złe, czyli chorobę,  z człowieka, którą trzeba energicznie zwalczać postępowaniem, by się jej pozbyć, by się nie zagnieździła”
*Łukowskie- Tuchowicz, Stanin

Znajomość Oskara Kolberga z Maryą Hemplówną z Tuchowicza i jej zamiłowanie do ludu przyczyniły się niewątpliwie do zachowania dla potomnych zwyczajów i tradycji naszych przodków.

Od Żelechowa i Łukowa

*Bohaterka artykułu na chrzcie otrzymała imię Marianna, jednak z pewnością używała imienia Marya – takie widnieje w nekrologu w gazetach i na nagrobku. Prawdopodobnie wynikało to z mody i / lub chęci odróżnienia się od chłopek często noszących imię Maryanna

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.