Strona poświęcona Ziemi Łukowskiej
Miejscowości

XX wiek

Łukowska Milicja Powiatowa

 

Z inicjatywą utworzenia pierwszej polskiej milicji wioskowej dla powiatu łukowskiego wyszła Łukowska Rada Powiatowa. Naczelnik Milicji Warszawskiej ks. Franciszek Radziwiłł delegował do Łukowa komisarza Edwarda Grabowieckiego, który został instruktorem. Jego działania obejmowały także reorganizację już istniejących płatnych milicji miejskich w Łukowie, Kocku i Stoczku oraz nieodpłatnej milicji wioskowej powiatu.
13 sierpnia 1917 roku władze okupacyjne zaakceptowały oddelegowanie Grabowieckiego na stanowisko.
Do końca tego roku ustalano schemat organizacji, a także sposób finansowania, zakładający dobrowolne opodatkowanie mieszkańców. Podatkowi zdecydowanie sprzeciwiły się gminy: Dąbie, Gołąbki, Gułów, Łuków, Miastków, Skrzyszew, Trzebieszów i Wojcieszków. Jednak największym przeciwnikiem była gmina Ulan, która posiadała już żandarmerię i milicję honorową. Ostatecznie, pod naciskami władz okupacyjnych, gminy zgodziły się pokrywać utrzymania milicji, która podlegała pod wójta danej gminy oraz od naczelnika powiatu.
Continue reading

Przeminęło z wiatrem – wiatraki w powiecie łukowskim

 

 

 

Kilkadziesiąt lat temu wiatraki były nieodłącznym elementem krajobrazu wiejskiego, a wizyta w młynie była nie lada wydarzeniem, nie tylko dla najmłodszych. Stopniowo młyny wiatrowe były zastępowane przez młyny motorowe, część z nich powstała na podbudowie wiatraków. Usuwano z nich śmigi, nieużytkowane niszczały, rozpadały się lub były rozbierane. Do obecnych czasów pozostały na terenie powiatu dwa wiatraki, w stosunkowo mało zmienionej formie, w Okrzei – kolonia Rowiny i w Jakuszach. Continue reading

Perspektywa Krzywdy – rok 1973

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Żaden z gospodarzy gminy KRZYWDA nie gościł nigdy na swoim polu kombajnu zbożowego. Tylko trzech spośród 23 sołtysów widziało na własne oczy Vistulę bądź Bizona. Podobno w całym powiecie łukowskim nie ma ani jednego kombajnu…. Continue reading

Kazimierz Lewicki – życie nie szło mu po różach

 

– Życie nie szło mu po różach – tak we wspomnieniu pośmiertnym o Kazimierzu Lewickim napisano w Ogrodniku Polskim.
Do dziś ceniony nestor polskiego pszczelarstwa, założyciel pierwszego na świecie muzeum pszczelarstwa, nauczyciel, pisarz, wynalazca i innowator przez większość życia zmagał się z ciężką chorobą. Mimo ociemnienia działał na niwie pszczelarstwa, napisał dwie książki, był wydawcą gazety Pszczoła i korespondentem Gazety Świątecznej. W swoim majątku w Ławkach urządził wzorcową pasiekę i prowadził tam produkcję uli.
Mimo wielu sukcesów zmagał się z problemami finansowymi, zmarł w niedostatku w podwarszawskich Tworkach.

 

Continue reading

Herbaciarnia w Stoczku Łukowskim

Zapewne, że wiele jest u nas stow. większych od stow. w Stoczku Łukowskim, gm. Prawda. Większe mają obroty, większe środki obrotowe, więcej sklepów, członków, wiele z nich posiada własne domy.

W wielu jednak z tych stow. idea spółdzielczości nie jest tak dobrze ujętą i pomyślaną, jak to ma miejsce w stow. w Stoczku.

Nie obrotami też, lecz właśnie tym wyróżnia się stow. od innych. Prowadzi w Prawdzie 2 sklepy, myśli o założeniu jeszcze paru, ale i prócz tego posiada instytucję — której, niestety, brak w wielu stow. a mianowicie własną, z początkiem r. b. założoną, herbaciarnię.

O założeniu jej myślano już dawniej, lecz złożyło się jakoś tak, że uruchomiono ją razem z własną masarnią dopiero od Nowego Roku.

I jeśli były jakie obawy co do powodzenia i udania się tego przedsięwzięcia, to już najbliższe tygodnie wykazały, jak były płonne. Pierwszy miesiąc istnienia wykazał frekwencję o 5% większą, niż przewidywana przez zarząd, który liczył na 1500 porcji.

I jeśli się weźmie pod uwagę zadowolenie członków (a dla przekonania się, że są zadowoleni i że w herbaciarni czują się jak u siebie, wystarcza raz ją odwiedzić), to można przyjąć za pewne, że przedsięwzięcie udało się w zupełności i osądzić, jak trafny i szczęśliwy był pomysł.

Zresztą herbaciarnia taka w warunkach małomiasteczkowych jest instytucją nieomal filantropijną, o czym wie każdy, kto podróżuje po naszej prowincji. Bo najczęściej bywa tak, że gdy zgłodniały i zziębnięty wejdzie do lokalu szumnie nazwanego restauracją i zarząda już nie obiadu — bo wówczas pomyślanoby o nim, że przybył z księżyca, ale herbaty tylko, to zwykle po długim oczekiwaniu podają mu najczęściej coś, co z wyglądu podobne jest i do herbaty i do kawy, lecz nie jest napewno ani jednym — ani drugim. W restauracjach takich dwie rzeczy głównie bywają: wódka i śledź. Pewnie dlatego, że to po śledziu trzeba wypić, a po wypiciu dobrze przegryźć śledziem.

I tak w kółko.

Jeszcze jedna rzecz dużej wagi, związana z założeniem herbaciarni. Oto od chwili założenia poczęło się tam skupiać życie społeczne, umysłowe, a nawet towarzyskie miasteczka. W jej paru izbach odbywają się obecnie zebrania instytucji społecznych, użyczyła ona gościny czytelni i zdążono tam nawet urządzić zabawę (na Górny Śląsk) na której, chociaż bez alkoholu, bawiono się doskonale.

Zadowoleni są wszyscy: i członkowie i zarząd, a temu ostatniemu życzyć by należało, by podobnie jak założenie herbaciarni udało się mu i założenie własnej piekarni, o czym jak wiemy, myśli. A innym stów.,. zwłaszcza okolicznym, życzyćby należało, by, mając gotowy i dobry wzór w Stoczku, nie omieszkały zeó skorzystać, ku zadowoleniu i z korzyścią dla własnych członków. b—h.

Społem : tygodnik poświęcony sprawom kooperacji R.14, nr 11 (13 marca 1921)

Dzieciniec w Trzebieszowie

 

 

Przedszkole w Trzebieszowie powstało w 1936 roku. Funkcjonowało w części sal dawnego budynku urzędu gminy. Istniał on jeszcze w początku XXI w., teraz na jego miejscu stoi nowe przedszkole. 
Przedszkolanką (przed wojną i po wojnie też) była Pelagia Podkowiak, która przyjechała z Lublina jako młoda dziewczyna. Wyszła za mąż za Witolda Kucharskiego. Niestety, nie lubiła być fotografowana, nie pozostało więc po niej żadnych zdjęć.
O początkach działalności przedszkola zwanego dziecińcem pisała w Gazecie polskiej: piśmie codziennym z 1938 roku Jadwiga Dmochowska Continue reading