Strona poświęcona Ziemi Łukowskiej

Jeleniec – dwór

_mini-P1240997Za klasztorem zachowały się resztki parku z XVIII w. z okazami starych drzew, głównie lip, topoli, klonów, brzóz, wiązów i akacji. W późniejszym okresie folwark przeszedł w posiadanie rodziny Dmochowskich, spokrewnionej z Henrykiem Sienkiewiczem, który w dzieciństwie przyjeżdżał tu wraz ze starszym rodzeństwem.
Majątek Jeleniec należał do Dmochowskich od 1829 r. Należał do Antoniego, dziadka ostatniego właściciela Jeleńca – Jerzego Dmochowskiego. Rodzina Dmochowskich wywodziła się z majątku Burzec.

W dniach 15 – 29. IX. 1939 r. przebywała w nowo zbudowanym dworku u Dmochowskich Zofia Nałkowska.

Fragmenty „Dzienników czasu wojny” dotyczące pobytu na ziemi łukowskiej (Wnętrzne, Niedźwiadka,Jeleniec 11.9.1939-30.9.1939)
„(…) Wnętrze, 11 IX 39. Poniedziałek
Wyszliśmy o zmierzchu całą gromadą (…) on to wiedzie naz o zapadającej nocy polami w piękny las na Wilczyska. Przechodzimy przez ten majątek głęboką krainą ciemności, mijamy aleję wielkich, czarnych drzew, mglisto połyskujące stawy. (…) Dochodzimy do jakiegoś sklepiku na rogu wsi (Woli Mysłowskiej?), całkowicie wykupionego. Dużo ludzi palących machorkę, lampka naftowa puste półki, trochę kiełbasy, herbata bez cukru (…) Nieznana przestrzeń łąk i zarośli rozpościera się daleko na boki, po twarzy głaszcze lekki wiatr. Mijamy w ciemności gromadki uchodźców idących gęsiego wzdłuż drogi, oddziałki konne i pojedynczych żołnierzy (…) To Mysłów – wyruszamy we dwie z młodą Gojawiczyńską do dworu zapytać , czy nas nie przyjmą na nocleg. Stare drzewa alei, dwóch czy trzech żołnierzy na koniach trochę błyskającego światła niebieskiej latarki (…) Starsza i młodsza pani, stojące w ciemności przed dworem, móią szeptem jakby były zalęknione. Żegnają swoją kuzynkę, która przyjechała tu z innego majątku szukać schronienia a teraz wraca do siebie. Owszem, mogą nas przyjąćm niedawno mieli miejsce na sześćdziesiąt osób. Ale przed dwoma dniami bomba rozwaliła dom, zabiła dziecko, które pochowano tej nocy (…). Odchodzimy jednak by nie zakłócać żałoby (…)Ruszamy dalej piechotą (…)Na końcu tej wędróki jest duża chłopska chata, prawie samotna. Dostajemy słomy do izby i walimy się pokotem na ziemię (…)przychodzi z kimś wiadomość o wzięciu przez Niemców Dęblina (…) Gospodarze z chodzącymi i wychodzącymi gośćmi są w izbie następnej, my obozujemy w kuchni. Są niebiedni, zaradni, grzeczni dla siebie.
Niedźwiadek 12.9.39. Wtorek
Droga para koni, cudną dziką okolicą w noc wilgotną, jasną prawie białą. Na polach sylwetki chłopów orzących nocą w obawie przed nalotami. Sylwetka kobiety obsiewającej zagony. Leżę na dziedzińcu nieżyczliwej chłopskiej zagrody. Nie chcą dać nam przegotowanej wody, piłam jak inni gorące mleko (…) Przez tę wieś która nazywa się Niedźwiadek ( Niedźwiadka – przyp M.B) przechodzą setki uchodźców, wszystko jest wyjedzone, ludność mniej chętna, pieniądze nie mają wartości. (…)
Weszliśmy w okolicę ubogą, doszczętnie objedzonąprzez takich jak my. W jednej chacie zirytowana kibieta powiedziała, że nie ma czym napalić, że sami jeść co nie mają. (…) Oprócz uchodźców oblepiających tu wszystkie drogi i sionki jak robactwo i ściągających naloty, zjawili się jeszcze jeden po drugim pojedynczy żołnierze – bez butów, głodni, idący niewiadomo gdzie – jako ilustracja (…)
Jeleniec 15.9.39 Piątek
Cały ten dzień przedwczorajszy wędrowaliśmy polnymi drogami, kryliśmy się w bruzdach i cienistych rowach łąkowych pod krzakami olchowymi. Chcieliśmy dojść jak najdalej, nie unikając jak dotąd światła dnia zrobiliśmy wiele kilometrów. W chatach nie dostawaliśmy już nic prócz wody (…)
Wśród tych pól, łąk i gajów nigdy nie jesteśmy sami (…) Wszyscy coraz wiekszą masą dążą do Łukowa (…)
Pani Gojawiczyńska chce odpocząć (…) na jej list do właścicieli Jeleńca pan D[mochowski] ( młodszy) przychodzi z zaproszeniem (…) Dwór stary i ciemnawy, niegdyś rezydencja biskupia przyrośnięty jest ścianą do kościoła. Wnętrze poważne, trochę pięknych starych rzeczy pomieszanych z byle czym. W domu pełno rodziny i trochę obcych, do stołu zasiada do trzydziestu osób, w kuchni karmi się też przechodzących żołnierzy i uchodźców. Na gazonie żołnierzez, samochody, był też aeroplan, na podwórzu grupy ludzi czekających żeby coś kupić lub dostać. Wszystko zgłodniałe, ogłupiałe i zmęczone. Jedzenie jest szczupłe, chude, wojenne, a jednak bardzo smaczne, czysto podane i nade wszystko gorące. Nie ma herbaty, cukru ani masła, mleko jest zbierane. Oboje D[mochowscy] młodzi jeszcze i ładni ludzie, mają aspiracje społeczne i literackie, są dobrzy i naiwni. „Cóż może być przyjemniejszego niż spojrzenie wdzięczności” – wytłumaczył nam swą uczynność (…) On drukował artykuły ekonomiczne w mismach młodoendeckich, ona pedagogiczne (…)
Weszła od kuchni całą partia rannych żołnierzy, nie wiedzących, dokąd idą, nas pytających, gdzie jest szpital wojskowy. Przyszli do dworu, bo im ktoś powiedział, że jest tu doktor ( szło pewnie o brata p. D[mochowskiego], doktora chemii). Ci których z panią Jadwigą opatrywałyśmy tu w jadalni, przestrzały rąk, ramion, boku, skaleczenia głowy, rany rozpuchłych do niepoznania dłoni, to były drobnostki (…)Dopiero gdy odeszli, dowiedziałam się że byli jeszcze inni, którzy leżeli na wozach – i tam poszła z opatrunkami matka pani Jadwigi p [Józefa] G[oeblowa]
Tutejsi gospodarze mają i bez nas za wiele osób do żywienia. Majątek odstawiał mleko do warszawskiego Agrilu, cała gospodarka obrócona była na hodowlę krów (…)
Jeleniec 17.9.39 Niedziela
Dziś i ja wybrałam się do tego najbliższego kościoła, pod którym gnieździ się dwór. Kościół nieduży, barokowy, z siedemnastego wieku. Z ogrodu na dziedziniec kościelny, oddzielony murem prowadzi prześliczna barokowa brama z ażurem kwiatowym z kutego żelaza, od strony dworu prawie niewidoczna w gałęziach drzew(…) Na ścianie kościoła jedyna tylko tablica wmurowana dawnej dziedziczki owego Sarnowa, która „zgasła w kwiecie młodości” (…)
Jeleniec 19.9.39 Wtorek
Śpię i jem u tych ludzi obcych – nie tyle dobrych co szlachetnych, mających tę ambicją, że są bez zarzutu (…)
Przed wieczorem spacer do Sarnowa, gdzie gospodaruje starszy brat naszego gospodarza (Roman Dmochowski)
Jeleniec 22.9.39 Piątek
We dworze założono piekarnię, specjalnie delegowana kobieta piecze chleb w piecu nowego, nie wykończonego jeszcze domu, a w wyprzątniętej izbie obok pralni ustawiono stół, na nim wagę i ja wraz z panią Polą podjęłyśmy się sprzedaży z prawem dawania chleba darmo, gdy jest to potrzebne. Chleb jest czarny, ciężki, gorący, po przekrojeniu bucha para, we drzwiach tłoczą się ludzie, którzy nieraz od paru godzin czekają na tę chwilę. Są to jeszcze wciąż uchodźcy, idący zarówno tam , jak z powrotem,a także osiadli w tej lub pobliskich wsiach w oczekiwaniu na możność powrotu ( jak ja). Są to też bardzo często żołnierze – zawsze w rozsypce, nie wiadomo dokąd zdążający. Ustalono zasadę, że sprzedaje się na osobę tylko pół kilo za niską cenę 15 groszy, każdy jednak mówi, że kupuje dla kolegów albo dla całej rodziny – i trzeba to uwzględniać(…) Do „sklepu” przychodzą też po chleb baby ze wsi. Mówią że „dziedziczka jest dobra i dziedzic też. Ale ta ich gospodymi to taka chciwa, nie wyrobione masło sprzedaje po złoty za ćwierć – takim biedakom żołnierzom” (…)
Duży, miły chłopiec, pan Kazio (starszy syn właściciela Jeleńca), przychodzi z wiadomościami z okolicznego dworu, gdzie jest lepsze radio. (…)”

ZOFIA NAŁKOWSKA
„DZIENNIKI CZASU WOJNY”
Spółdzielnia Wydawnicza Czytelnik 1974

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.