Strona poświęcona Ziemi Łukowskiej
Miejscowości

Jeremi Budzyński – Partyzant z herbem w sygnecie

 

 

 

 

 

 

Słuchaj, ty się nie mieszaj w te rzeczy, bo jesteś za mały, za młody, a Jeremek… to już jego obowiązek. On już musi być, ale ty się nie mieszaj – powiedział do 15-letniego Przemka Budzyńskiego, jego ojciec Stefan, gdy chciał wstąpić do partyzantki.
Jeremi, jego starszy brat, został członkiem zwiadu konnego 35 PP Armii Krajowej. Zginął tragicznie, z rąk żołnierza Armii Czerwonej 24 lipca 1944 roku w Łukowie.
O jego losach opowiedział mi w 2021 roku jego brat Przemysław.

 

 

 

 

Jeremi, zwany przez rodzinę Jaremkiem, a przez kolegów z pewnością Jaremą (taki napis widnieje na nagrobku w Tuchowiczu), był synem Stefana i Ireny Róży z Biernawskich Budzyńskich. Jego dziadek ze strony matki – Wacław Biernawski –  był właścicielem Wólki Domaszewskiej i Przytulina.

Jeremi po polowaniu, na ławce właściciel Wólki Domaszewskiej i Przytulina Wacław Biernawski

Cała rodzina poniosła ogromną stratę podczas II wojny światowej. Stefan i Irena Budzyńscy zginęli podczas Rzezi Woli w Powstaniu Warszawskim. Wacław Biernawski zginął na Majdanku, a jego żona Helena – w Ravensbrueck.

Stefan, Irena z Biernawskich, Przemysław i Jeremi Budzyńscy w 1931 roku. Wojnę przeżył jedynie najmłodszy z nich

Najstarszy syn Stefana i Ireny – Jeremi także nie przeżył wojny – zginął tuż przed zakończeniem działań zbrojnych na terenie Lubelszczyzny – 24 lipca 1944 roku.

Wólka Domaszewska, a zwłaszcza nieistniejący już dworek w Przytulinie, były dobrymi punktami kontaktowymi dla żołnierzy AK. Ukrywali się tam po atakach na niemieckie pociągi w okolicy Sarnowa, a także zasięgali języka o sytuacji w okolicy u mieszkańców majątku. Łącznikiem był średni syn Budzyńskich – Przemysław.

Jeremi Budzyński był w okresie okupacji uczniem szkoły w Sobieszynie. Wśród uczniów znajdowali się między innymi żołnierze walczący pod generałem Kleebergiem.

Szkoła Rolnicza w Sobieszynie, rok 1942. Drugi od lewej siedzi Jeremi Budzyński, trzeci od lewej Jerzy Żyrkiewicz, pozostali NN

Szkoła Rolnicza w Sobieszynie rok 1942

Po zamknięciu szkoły trafił do dworu w Mysłowie, gdzie Tadeusz Chwalibóg ps. Feliks organizował pobyt, ewentualny przerzut lub „melinę” dla spalonych na innym terenie. Trudno powiedzieć, czy konspiracyjne kontakty zawiązał już  Sobieszynie, czy dopiero w Mysłowie, gdzie przebywał także Antoni Hempel ps. Rączy z Tuchowicza.

Jeremi, wraz z Antonim Hemplem trafili do zwiadu konnego Ostoi.

A potem, jak brat wszedł do oddziału, to był w Mysłowie, pracował (…) i tam się ukrywał. Pracował tam jako pomocnik, w rolnictwie w majątku. I stamtąd był kontakt z partyzantami , no i poszedł do oddziału partyzanckiego, do konnego zwiadu. A ponieważ grasowały bandy rosyjskie, rabunkowe to dziadkowie i rodzice przenieśli się potem do Łukowa. To niektóre rzeczy m.in. siodła to się przeniosło do Łukowa, bo rabowali. – opowiadał Przemysław Budzyński.
Potem był taki moment, kiedy Jeremi poszedł do konnego zwiadu. I ja pojechałem do Łukowa konikiem, po te siodło i przejeżdżałem przez Świdry. Jechałem w tamtą stronę, a to już był lipiec. Gdzieś może 16. Pojechałem w tamtą stronę, siodło zapakowałem, przykryłem jakąś pierzyną, czy czymś. I wracam z tego Świdra a tu patrol, przy szosie stoi posterunek niemiecki. Jak jechałem było pusto. A tu już lipiec, już się armia wycofywała, już Niemcy robili odwrót. Puścił mnie te żołnierz, a drugi mówi “halt”. To mi włosy, stanęły, bo jak on wsadzi łapę i zobaczy siodło… – “A ty skąd jesteś?”, „a tu z tej wsi niedaleko jadę” i mnie puścił – wspominał Przemysław Budzyński.
– Ktoś, już nie pamiętam kto, powiedział, że będzie Jeremek wieczorem, weźmie konia z własnej stajni. Dziadków aresztowali, majątek prowadził trojhender, to był bogaty gospodarz z Wielkopolski., niejaki pan Ichnatowicz. On prowadził majątek, z żoną i teściami i we dworze zaczął rządzić.(…)a ja byłem i Stefan i  ciotki w Przytulinie. Powiedzieli że on przyjdzie po siodło i konia. Do własnej stajni, do Wólki Domaszewskiej, bo tam były lepsze, był tam upatrzony koń, nazywał się Karabinek, taki gniady, wysoki, akurat pod siodło. Wieczorem już było, dość ciemno, puk puk w okno. “Przemek, Przemek, to ja”. Ciotki pytają gdzie ja wyskakuję, a ja “A ciotki, wychodzę”. Jeden z synów fornali, niejaki Łukasik Jurek, był w tzw “drugim rzucie” to był oddział  Armii Krajowej, w drużynie na tym terenie Zofibór, Wólka Domaszewska,   Domaszewnica. Tam był taki sierżant, wachmistrz z Łapiguza. I on to prowadził.  Właśnie z Jurkiem Łukasikiem polecieli do Wólki, oddali dwa strzały, konia wzięli. Dyżurny który w stajni jest chciał mieć alibi, że to nie on sprzedał konia, tylko, że były strzały, partyzanci przyszli, wzięli konia, żeby się rozliczyć jakoś. To było moje ostatnie spotkanie z bratem. Osiodłał no i pojechał – opowiadał brat Jeremiego.

Ostatnie godziny życia Jeremiego Budzyńskiego ps. Dąbrowa opisywał w swoich wspomnieniach Antoni Hempel ps. Rączy (fragmenty opublikowane w książce Zygmunta Cichosza pt. „Obwód Armii Krajowej Łuków…:)

24 lipca 144 r. w godzinach popołudniowych jechałem na czele zwiadu konnego otaczającego dowództwo zgrupowania z Jaty, które jechało samochodem na spotkanie z dowództwem Armii Radzieckiej. Spotkanie z patrolem ACz nastąpiło  w majątki Ryżki. Patrol ten towarzyszył nam w drodze do lasu na rozmowy z przedstawicielami Armii Radzieckiej. Rozmowy skończyły się rozbrojeniem całej grupy. Pod eskortą udaliśmy się do Łukowa, rzekomo na rozmowy z przedstawicielami Ludowego Wojska Polskiego, do którego mieliśmy być wcieleni.
Po dojściu do centralnej ulicy w Łukowie  okolicy kina dostaliśmy się w nalot, skierowany przeciwko przejeżdżającym czołgom radzieckim. Atak bombowy okazał się tragiczny  skutkach dla naszego oddziału, kilku kolegów zostało rannych. Jednego z nich zanieśliśmy z Budzyńskim nad Krznę, z nadzieją uratowania mu życia. Niestety zmarł. Po nalocie grupa nasza rozpierzchła się. zrezygnowaliśmy z przeprowadzenia rozmów i zaczęliśmy wycofywać się z Łukowa w kierunku Stoczka. Za mostem, naprzeciwko elektrowni, spotkaliśmy dwóch nietrzeźwych Kozaków na koniach. Zatrzymali mnie i Budzyńskiego Jaremę „Dąbrowa”, twierdząc że jesteśmy Niemcami i należy nas rozstrzelać. Budzyński zdając sonie sprawę z beznadziejności sytuacji rzucił się do ucieczki. Ja pozostałem na miejscu. Jeden z Kozaków udał się w pościg za „Jaremą” i zabił go. W tym czasie pozostała część naszej grupy, widząc co się dzieje, przyszłą mi z pomocą, wyjaśniając radzieckim Kozakom, że jestem z ich oddziału partyzanckiego. Z tą grupą, która potrafiła przekonać pijanych radzieckich żołnierzy wycofaliśmy się z Łukowa.
Na trzeci dzień po tym zajściu zorganizowałem podwodę i przewiozłem „Jaremę” do Tuchowicza i pochowałem go na cmentarzu obok partyzanta, który zginął wcześniej w Sarnowie w akcji na pociąg niemiecki (…)

– O śmierci brata dowiedziałem się bo byłem w kontakcie z Łukowem, jeździłem do Łukowa i mi powiedzieli “Słuchaj, w Łukowie, a stacji Łapiguz jet wagon z bronią”. Jak usłyszałem, że z bronią to pomyślałem, że trzeba jechać. –opowiadał Przemysław Budzyński– Stał wagon odczepiony z taką bronią do remontu. Niemcy może to chcieli wyzwieźć do siebie, zeby reperować.  No i powiedzieli mi, że tu był oddział partyzancki, razem z Niemcami, z rosyjską armią wkroczył, ale został rozbrojony i jeden z partyzantów zginął. No to myslę, zginął to zginął. Powiedzieli, że zginęli partyzanci, ale jeden to obok, miedzy ulic 700- lecia a Łapiguzem leży. Tam takie było gospodarstwo i on tam leży. A trumnę dla niego robi ten co mieszka w tym domu. No to ja idę do niego, mówię
– Proszę pana, kto to jest?
– A to jest partyzant

Nie wiem kto znał jego prawdziwe nazwisko, nie wiem kto go rozszyfrował, może coś powiedzieli partyzanci którzy tam byli

– A jego nazwisko jest Budzyński
– No ale to na pewno?
– No tak
– No ale dlaczego nikt mi o tym nic nie powiedział?
– Ano nie wiem, ja robię trumnę
I zza pleców wychodzi jakiś pan
– Tak, wiem, że to jest Budzyński
– To powinien mieć sygnet herbowy – mówię
–A tak – mówi on 
– A herbu Dąbrowa – ja mówię – a on miał pseudonim Dąbrowa

I on wyjmuje z kieszeni i oddaje mi ten sygnet.
No i wtedy juz nie było wątpliwości, że to mój brat…

No i pojechałem tam z drugim partyzantem, który pochodził z Tuchowicza, z Hemplem, miał pseudonim Rączy.  Bardzo sympatyczny chłopak.
No i załadowaliśmy brata do tej trumienki. Ja miałem takie koniki dwa, kuce krasne.
– A gdzie chcesz pochować brata – pyta Hempel – w Wólce Domaszewskiej  czy w Tuchowiczu ?
Ja zdecydowałem, przez swój rozum, że Niemcy się cofną, wejdą i zobaczą, że tu brat leży na cmentarzu. To raczej trzeba by go ukryć, że nie było kontaktu. Bo wyrżną resztę, te ciotki  no i nas (…) kombinowałem, że trzeba gdzieś schować.
No to jedziemy do Tuchowicza.
Oni byli na rowerach, to pojechali szybciej, a ja tymi konikami.
I pochowaliśmy go właśnie tutaj.
Był ten pogrzeb. Byli Hemplowie, Rączy , brat jego, żona jego, Lala (Leonia Hempel), pani Hemplowa starsza, ja i taki mój kuzynek Mrowiński Rysio.

No i tak się skończyło. Ten moment tego sygnetu to taki nawet scenariusz do filmu.
Ten pan się mnie pyta jak się nazywa ten herb, ja mówię “Dąbrowa”, “A tak, zgadza się”.
Podejrzewam, ze to jakiś inteligent, bo on miał w czasie okupacji zakład fotograficzny w Łukowie. Nie był fotografem zawodowym, pochodził z Wielkopolski,nazwisko jego Olejnik. To on mi oddał złoty sygnet. Taki był zwyczaj szlachecki. Syn dostawał od ojca na pełnolecie sygnet. No ale oddał. To jest taka rzadkość. Ale że wiedział że to herb Dąbrowa. Że się orientował. –wspominał po latach Przemysław Budzyński.

Ostatnie zdjęcie Jeremiego Budzyńskiego. Wykonane 19.06.1943 do Kennkarty

Jeremi Budzyński spoczął na cmentarzu obok Zygmunta Wadowskiego ps. Maciej Karmański.
Na przełomie lat 50. i 60. społeczeństwo Tuchowicza wykonało betonową rabatę wokół krzyża z blaszaną tabliczką. W 2000 roku z funduszy wojewody lubelskiego ufundowano lastrikowy pomnik. Około roku 2010 z inicjatywy brata Jeremiego Budzyńskiego – Przemysława zainstalowano tabliczkę informującą o okolicznościach śmierci partyzanta. W 2021 roku w wyniku wspólnych poszukiwań (ze Światowym Związkiem Żołnierzy AK Koło Łuków)  informacji o Zygmuncie Wadowskim, członkowie Koła zainstalowali na pomniku tabliczkę informującą o okolicznościach jego śmierci.

 

 

***
Za udostępnienie zdjęć z archiwum rodzinnego i opowiedzenie historii Jeremiego dziękuję panu Przemysławowi Budzyńskiemu, a za poświęcony czas panu Piotrowi Siła-Nowickiemu.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.