Strona poświęcona Ziemi Łukowskiej

Czy na cmentarzu w Trzebieszowie spoczywa bohater powstania listopadowego?

Atak 3. pułku pod Stoczkiem. Wojciech Kossak

Ta bitwa nie miała prawa się Polakom udać:
Zimowa pogoda, mróz i śnieżyce na zmianę z roztopami. Żołnierze, rekrutowani z chłopów i studentów, ratujący się przed zimnem gorzałką i nagminnie łamiący kolumny marszowe. Konie, zabrane dorożkarzom, podbite na grudzie, gubiące podkowy i rwące zaprzęgi, a przy tym nie wykazujące za grosz patriotyzmu, za to wciąż domagające się owsa. Obsługa armat, sklecona naprędce z prawników i rzemieślników, ucząca się w marszu podstawowych manewrów. Zwiad pozostawiający wiele do życzenia. I jeszcze dowódca, niefrasobliwy generał Dwernicki, który ma zwyczaj zapominać, że żołnierze prócz podniosłych mów potrzebują też jadła i snu.

 

 

 

 


Punkt werbunkowy powstańców – grupa rekonstrukcyjna

A naprzeciwko – znacznie liczebniejsze wojsko rosyjskie, świeżo przećwiczone na wojnie z Turcją, wyposażone w ciężkie działa, nowocześnie uzbrojone, wierzące, że pochód przez Polskę będzie tylko krótkim spacerem w wiosennym marszu nad Ren. Generał Dybicz planuje rozprawić się z Polską w dwa tygodnie, a jego jedynym zmartwieniem jest to, by Polacy mu nie uciekli, zanim zdąży przykładnie pokarać ich za bunt.
Nie myśleli o tym podchorążowie, gdy zaczynali powstanie!
Myśli za to o tym nieustannie major Franciszek Russjan, gdy prowadzi swoje szwadrony na Wołyń, aby szarpać „małą wojną” wkraczającą armię Dybicza. Już na pierwszym noclegu 9 lutego musi zacząć od ukarania jednego z ułanów 30-ma batami na gołe „podogonie” (według oryginalnej ułańskiej terminologii) i relegacją z wojska za zbyt gorliwe zagrzewanie się wódką. Potem jest już tylko gorzej. Niektóre dywizjony maszerują pieszo, prowadząc konie za uzdy, bo brakuje czapraków i siodeł. Inni jadą tylko na derkach, trzymając kulbaki pod pachą, bo nie mieli czasu dopasować popręgów. Wszyscy zaś są głodni, niewyspani i zmarznięci.

A mimo to nastroje są świetne i gdy późnym wieczorem 13 lutego do Dwernickiego przybywa dwóch księży z Łukowa, zawiadamiając, że straż przednia Rosjan wyszła już z ich miasta i stoi w Seroczynie, słyszący to żołnierze wołają:
– Pobijemy Rosjan, nawet jeśli na jednego z nas będzie przypadać kilku!
Tego uczucia radości, tej prawdziwej rozkoszy, że już raz rozpocznie się walka z najeźdźcą – żadne pióro nie skreśli!” – zapisał po bitwie jeden z jej uczestników.

Nazajutrz Polacy wkraczają do Stoczka i stają na rynku w ściśniętej kolumnie. Wiedzą, że najdalej za pół godziny będą bić Moskali, ale na razie wszelkie uczucia przemaga dojmujący głód. Lecz gdy rozbiegają się po chatach i szynkach za kawałkiem chleba, rozlega się trąbka, wzywając „na koń!”. Pierwsze szwadrony już ruszają kłusem i rozwijają się w linie na polach za miastem.

Rynek w Stoczku

 

Od jeńców wziętych przez zwiadowców wiadomo, że przeciw 14 szwadronom Polaków, wydzielonym z czterech pułków ułanów i pięciu pułków strzelców konnych (szaserów), idą 24 szwadrony rosyjskie z artylerią liczniejszą od polskiej. Moskale nadciągają dwoma kolumnami: gen. Paszkow od Seroczyna, gen. Geismar od Toczysk. Dwernicki rozwija więc swoje wojsko w dwa skrzydła, lewe na drodze seroczyńskiej, prawe przy drodze do Toczysk, a na pagórku między nimi ustawia artylerię – 6 armatek „wiwatówek” z doraźnie skleconą, spieszoną obsługą, skompletowaną z doktorów filozofii, prawników i jednego złotnika. Sześcioma szwadronami szaserów prawego skrzydła dowodzi osobiście Dwernicki, pięcioma ułańskimi na lewym skrzydle Russjan. Dwa szwadrony i piechota osłaniają armaty na pagórku, a Krakusi stoją w rezerwie.

Dwa łańcuchy polskich flankierów (patroli ubezpieczających) rozstawiają się po pagórkach, spędzając czujki kozackie, które chowają się z powrotem w las. Flankierzy widzą stąd szwadrony Geismara, prowadzące 6 lekkich dział, i 6 szwadronów Paszkowa, ustawionych w schody, przed którymi konie ciągną cztery armaty. Te przybywają pierwsze i natychmiast zaczynają ostrzał polskich pozycji, nie czekając ani na Geismara, ani na koniec własnej kolumny. Odpowiadają im trzy polskie armaty (pozostałe trzy pilnują drogi na Toczyska).

Piechota polska – grupa rekonstrukcyjna


Kule latają ponad pozycjami Russjana, zabijając dwóch ułanów z 4. Pułku. Zewsząd dobiegają okrzyki: „Święty Jakubie”, „Święty Stanisławie”, „Święty Antoni, miej nas w swej pieczy”… Przekrzykując wezwania do świętych, kpt. Lewiński z 2. Pułku jeździ wzdłuż frontu na siwej klaczy i instruuje podkomendnych:
– Ułani! Lance na temblakach tęgo trzymać, a tak żgajmy, żeby chorągiewka na drugą stronę przeszła!
Dwernicki podjeżdża na lewe skrzydło i rozmawia o czymś z Russjanem, wskazując Moskali. Po jego odjeździe major woła do „amarantowych” ułanów z 1. Pułku, tworzących pierwszą linię:
– Naprzód stępa marsz!

Konie powoli schodzą ze swojego pagórka i zaczynają wspinać się na ten, na którym stoją Moskale. Kilka koni wyrywa się naprzód, łamiąc linię, a wtedy Russjan obraca się w kulbace i wrzeszczy:
Miliony diabłów zjedliście! Wolno! Wolno! Pysk przetnę temu, co się będzie rwał!

Chodzi o to, by konie nie zmęczyły się, zanim nie dotrą do celu. Front skrzydła wyrównuje się i dalej ułani defilują stępa jak na paradzie. Kierunek natarcia obrany przez Russjana zmusza Moskali do zmiany frontu, co zawsze powoduje zamieszanie. Rosyjskie trzy szwadrony dragonów kłusem podjeżdżają do stoku pagórka i z okrzykiem „urra!” zatrzymują się, czekając na ułanów. Szarża z góry na wspinającego się przeciwnika powinna być bajecznie prosta.

Kawaleria rosyjska – grupa rekonstrukcyjna

Artyleria rosyjska – grupa rekonstrukcyjna

 

Do flanku broń! – daje rozkaz Russjan, prawie równocześnie z pierwszym wystrzałem karabinowym dragonów. Lance pochylają się do końskich uszu. Choć kilku ułanów wypadło z linii, konie wciąż nie przyśpieszają kroku, dopóki nie pada upragniony rozkaz majora:
– Do ataku broń! Marsz, marsz!
Wtedy jazda rusza z kopyta, a wstrzymywane dotąd konie od razu wpadają w cwał. „Ani major, ani żaden z oficerów nie opuścił swego stanowiska przed frontem i pierwsi wpadli na nieprzyjaciela” – zapisał jeden z biorących udział w szarży. „Moskale, mając front niemal trzy razy dłuższy od naszego, chcieli nas oskrzydlić w tej szarży, ale starzy żołnierze nasi w drugim szeregu bez komendy niczyjej zwrócili się trzema na lewo w tył i nadstawili im ostrza lanc. Przez kilka sekund nie było słychać, tylko chrzęst drzewców i szczęk pałaszy, ale skoro po przełamaniu frontu Moskale zaczęli pierzchać, dopiero wiarusy zaczęli wołać:
A bijże, a tnijże go, szelmę! – i tak pędząc, co tylko konie wyskoczyć mogły, ścigaliśmy Moskala ku młynowi, który stał przy drodze, i poza młyn przez las.”


Widząc udane przełamanie, kpt. Lewiński, dowodzący drugą linią ułanów z „białego” 2 Pułku, komenderuje:
Szwadron, baczność! Czucie do prawego! Kłusem marsz! – a kiedy szwadron maszeruje, przypomina: – Uszy do góry, a jak wam mówiłem, pchnij tak, żeby chorągiewka na drugą stronę przeszła. Galopem marsz!
Po nich rusza też trzecia linia, złożona z „żółtych’ ułanów 3 Pułku. Nieprzyjaciel nie wytrzymuje impetu Polaków i rzuca się do ucieczki, wywołując zamęt wśród tyłów własnej kolumny, stojących jeszcze na wąskich groblach przy młynie. Widząc porażkę Paszkowa, także Geismar zaczyna się cofać, a jego oddziały i baterie padają łupem Polaków. Bitwa trwa niecałe dwie godziny, podczas których Moskale tracą wszystkie działa, wielu zabitych i 330 jeńców.
Po tym zwycięstwie w Stoczku rozdzwaniają się kościelne dzwony, a błogosławić zwycięzców śpieszą zarówno ksiądz ze świętym obrazem, jak i Żydzi ze swymi księgami. Dopiero po powrocie z pościgu żołnierze mogą się posilić sucharami i wódką, ugotować kaszę. Oficerowie jeżdżą między szeregami, rozdając zdobyczny rosyjski tytoń oraz wino, herbatę i konfitury; i nie było żołnierza, który by tego wieczoru „suchara swego nie smarował konfiturami geismarowskimi”.

Kula armatnia spod Stoczka

Pomnik bitwy pod Stoczkiem

Replika armaty z 1831 roku


W szarży tej major Franciszek Russjan odniósł trzy rany. Od śmierci uchronił go ułan 1. Pułku Tomasz Młotkowski, który zasłonił go własnym ciałem. Niemniej Russjan miał skaleczony m.in. przegub ręki, co na krótko wyeliminowało go z walki.

Kurier Warszawski 49/1831


Po bitwie został odwieziony do stolicy na leczenie, ale już w początkach kwietnia powrócił na front, biorąc udział w działaniach nad Liwcem, w czerwcowym marszu przeciw Rüdigerowi, a później we wrześniowej obronie Warszawy. Jego 3. psk popisał się zwłaszcza w potyczce pod Sokołowem 21 kwietnia, gdzie zaskoczył posterunek rosyjskich szaserów, zabijając 42 Rosjan i biorąc 178 do niewoli, i dzień później pod Mokobodami, gdzie okrążono tatarski pułk ułanów, zabijając 42 z nich, a do niewoli biorąc 67. Z kolei w bitwie pod Mińskiem 14 lipca jego pułk, występujący w charakterze straży przedniej, wytrzymał ostrzał artyleryjski i szarżą dwóch szwadronów rozbił rosyjską jazdę, stanowiącą osłonę dział. Za Stoczek Russjan został awansowany na podpułkownika (z pominięciem zasady starszeństwa), a przed bitwą o Warszawę mianowano go pułkownikiem. Za powstanie listopadowe otrzymał dwa krzyże Virtuti Militari: Złoty (8 sierpnia) i Kawalerski (21 września).

Pod jego wodzą 3. psk „bardzo dobrze służył i tęgo bił się”, jak zaświadczał gen. Dezydery Chłapowski: podczas powstania jego żołnierzom przyznano w sumie 17 Złotych i 20 Srebrnych Krzyży Orderu Virtuti Militari. A przecież wcześniej, w marcu 1831 r., pod wodzą płk. Błędowskiego ten sam pułk zachował się karygodnie, idąc w rozsypkę w ogniu działowym i zostawiając dowódcę na polu bitwy, za co został napiętnowany rozkazem dziennym Naczelnego Wodza. Nawet tak nisko oceniany pułk potrafił wznieść się na wyżyny w ręku doświadczonego napoleończyka, o którym mawiano, że jako oficer jest „bardzo czynny i oględny i służbista okrutny” (Ignacy Komorowski).

Niektórzy komentatorzy, jak Ignacy Prądzyński, utrzymują, że szarżę pod Stoczkiem rozpoczął Russjan na własne ryzyko, bez rozkazu, za co Dwernicki chciał go nawet oddać pod sąd i rozstrzelać. Tylko pozytywny wynik walki ocalił życie nadgorliwego majora. Choć bolączką korpusu Dwernickiego była zbyt duża samodzielność poszczególnych dowódców i ich kłopoty z podporządkowaniem się rozkazom, nad czym Dwernicki nie potrafił zapanować, przynajmniej w tym przypadku inicjatywa dawnego napoleończyka okazała się zbawienna. Gen. Prądzyński wprost przypisywał zwycięstwo pod Stoczkiem błyskawicznemu natarciu lewego skrzydła, które nie pozwoliło Moskalom rozwinąć się do bitwy, „co dowodzi bystrości oka polskich dowódców, a mianowicie Russjana”.

Kim był ten dzielny oficer? Urodzony w Bokszach na Suwalszczyźnie w 1788 roku Franciszek Russjan rozpoczął służbę w wojskową w wieku 19 lat pod sztandarami Napoleona. Walczył w Prusach (gdzie dostrzegł go król Fryderyk August, wyrażając podziw i pochwałę) i pod Moskwą w 1812 r., gdy otrzymał od Napoleona Order Kawalerski Legii Honorowej oraz awans na kapitana. Podczas odwrotu Wielkiej Armii dostał się do rosyjskiej niewoli. Do służby powrócił w 1815 r. – najpierw do 2. psk, potem do 1. Pułku Ułanów Jego Królewiczowskiej Mości Księcia Oranii, stacjonującym w Lubartowie.

W tym czasie ożenił się z Ludwiką Kozierowicz. Gdy w 1826 r. rodziła się ich córka Julia Lucyna, państwo Russjanowie mieszkali w Białej Podlaskiej.

Po upadku powstania listopadowego Franciszek Russjan wraz z innymi oficerami swego pułku opowiedział się za pozostaniem w kraju i podpisał stosowne zobowiązanie. Pułk wyprowadził na emigrację mjr Okólski, a pułkownik pozostał w Królestwie Polskim i 27 października 1831 r. odnowił przysięgę na wierność carowi. W 1833 r. zwolniono go ze służby wojskowej z prawem do emerytury. Resztę życia spędził z rodziną pod Łukowem: w 1833 r. mieszkał w Rolach, w 1849 r. w Popławach pod Trzebieszowem, a 1861 r. w Celinach. Dobra w Popławach odziedziczyły następnie jego dzieci: Wincenty, Aleksander, Julia, Leokadia, Honorata, Józefa i Konstanty Russjanowie (dzielili je z Napoleonem Stępowskim oraz Leonem i Konstantym Wilczyńskimi).

Nagrobek współwłaściciela Popław Konstantego Wilczyńskiego

Według nekrologu, opublikowanego w gazecie, „w wiejskim zaciszu (…) waleczny ten Oficer równie był energicznym rolnikiem. Odebrawszy wyższe ukształcenie odznaczał się przyjemnym dowcipem, który go we wszystkich towarzystwach pożądanym czynił. Do końca życia zachował czerstwość umysłu i świeżość uczuć”. Zmarł w Celinach 30 kwietnia 1861 r., a więc u progu kolejnego powstania, którego już nie dożył. Na jego akcie zgonu podpisał się Józef Białkowski, administrator dóbr Trzebieszów i przyszły powstaniec, represjonowany carskim więzieniem. Co ciekawe, w akcie tym określono Russjana majorem, czyli podano ten stopień wojskowy, z którym szarżował pod Stoczkiem.

Nekrolog Franciszka Russyana

Akt zgonu Franciszka Russyana

 

Obecnie w Celinach jest osobna parafia i cmentarz, lecz w połowie XIX w. Celiny należały do parafii Trzebieszów. Pochówki odbywały się wówczas na starym cmentarzu przykościelnym lub na nowym cmentarzu grzebalnym, wyznaczonym na górce poza wsią w 1848 r. Najstarsze zachowane nagrobki na tym cmentarzu pochodzą z połowy XIX w. Choć więc nagrobek Franciszka Russjana nie zachował się, jest duże prawdopodobieństwo, że szczątki bohatera spod Moskwy i Stoczka spoczywają właśnie w Trzebieszowie.

Tekst i fotografie: Małgorzata Szczygielska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.